Jestem mamą czterolatka. Mój synek chodzi do przedszkola, które bardzo lubi i w którym rewelacyjnie sobie radzi. Nie mieliśmy żadnych problemów z adaptacją. Zapewne pomógł nam w tym fakt, że maluch chodził wcześniej do żłobka. Gdy Jaś miał pół roczku, musiałam wrócić do pracy. Zastanawiałam się wtedy jaką formę opieki nad nim wybrać. Nie mamy dyspozycyjnej babci, która zajęłaby się wnukiem pod naszą nieobecność, a więc ta opcja od razu odpadła. Postanowiliśmy poszukać opiekunki. Zrobiliśmy mini casting potencjalnych niań. Byłam przerażona – za kwotę, jaką mogliśmy przeznaczyć na ten cel, zgadzały się u nas pracować same studentki albo osoby bez referencji, niemiłe, zgorzkniałe i często niemające nawet swoich własnych dzieci. Wtedy to postanowiliśmy skupić się na placówkach, zajmujących się opieką takich maluszków, jak nasz synek. Okazało się, że nasza stolica posiada liczne, usytuowane w różnych miejscach, żłobki.

Warszawa zawsze wydawała mi się miastem, w którym bardzo ciężko uzyskać miejsce dla dziecka w takiej placówce. Informowali nas o tym głównie znajomi, którzy swoje maluszki umieścili w miejscach typu klub malucha. Ku naszej radości, nie mieliśmy żadnego problemu z uzyskaniem miejsca w państwowej placówce. Jestem bardzo zadowolona z naszej decyzji. Żłobek okazał się dla mojego synka drugim domem, w którym bardzo chętnie chciał przebywać i które mile wspomina do tej pory. Nauczył się tam samodzielności i odpowiedzialności na miarę prawdziwego przedszkolaka. Zafundowaliśmy synowi najlepszy start w życie szkolne.